Praca na metaforach to bardzo twórczy i głęboki sposób myślenia. Pozwala uchwycić złożone emocje, procesy czy relacje w formie obrazów, które łatwiej poczuć niż opisać wprost. „Czy masz w sobie dom…?” to pytanie o wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa, spokoju i bycia u siebie, niezależnie od świata zewnętrznego. To jest pytanie o Twoje miejsce, do którego nikt nie dorobi kluczy i nie wejdzie nieproszony.
Jakiś czas temu natknęłam się na przepiękny opis wewnętrznego domu. To przestrzeń, w której niczego nie musisz udowadniać, gdzie możesz pobyć sobą i zawsze poszukać ukojenia, kiedy jest taka potrzeba. Głęboko wierzę, że wszystko jest w nas. Zapraszam Cię do przeczytania poniższego tekstu i refleksji nad uważnością, dbałością o siebie, o swój dobrostan i swoje rytuały.
„Wewnętrzny dom nie ma adresu, nie stoi w żadnym mieście, nie pachnie świeżym chlebem ani nie skrzypi podłogą. Nie musi. A dlaczego ? Bo potrafi dać więcej ciepła i mocniejsze bezpieczeństwo niż ten, który ma dokładną lokalizację, albo pięknie wybetonowane ściany.
To miejsce, w którym Twoje emocje nie muszą się tłumaczyć, czujesz się jak u siebie. Niektórzy wcale nie szukają miłości, tylko miejsca w którym można się rozebrać ze wszystkich leków, niepewności, drżenia i nie zostać wyrzuconym na zewnątrz, na chłód i na samotność.
Wewnętrzny dom, to fundament psychicznej stabilności. Budujesz w nim dojrzałość emocjonalną poprzez zaproszenie siebie do stołu, na herbatę, na obiad. Bez odrzucenia niechcianych chęci albo wybierania tylko tych ładnych, pachnących. Jest tu miejsce na radość i lęk, złość i czułość, bezradność, smutek i różne zawstydzenia, nieśmiałości, strachy albo drżenia.
Nie każdy ma sobie takie miejsce, które go przyjmuje takim jaki jest. Wielu ludzi mieszka całe życie „tymczasowo” w sobie, bo zawsze coś trzeba najpierw poprawić, naprawić, zasłużyć. To nie dom. To strefa przetrwania. Jeśli nie masz swojego domu, będziesz się wprowadzać wszędzie tam, gdzie choć na chwilę jest ciepło.
Wewnętrzny dom to miejsce, gdzie Twoje myśli mogą wybrzmieć bez cenzury, granice są słyszane, a emocje nie muszą nikogo przekonywać.”
Czyjaś Terapeutka
Wierzę, że każdy z nas nosi w sobie taki dom, miejsce spokoju, autentyczności i odwagi do bycia sobą. Często jednak tracimy z nim kontakt. Dzieje się to powoli, niemal niezauważalnie. Z dnia na dzień coraz bardziej dopasowujemy się do zewnętrznych oczekiwań, obowiązków i ról. A nasz własny rytm, wewnętrzny puls zaczyna ginąć, rozpada się lub zarasta obcymi przedmiotami stając się cichy i niesłyszalny. A jednak, on nigdy całkiem nie znika. Może być przysypany kurzem, ale wciąż istnieje, czekając, aż zapukasz.
Nurt Life Coachingu, w którym pracuję, pomaga wracać do tych wewnętrznych miejsc krok po kroku, poprzez uważność, rozmowę, refleksję i świadome decyzje. Zapraszam Cię do wspólnego odkrywania tej przestrzeni razem ze mną, z łagodnością, ciekawością i szacunkiem do Twojego tempa.